Home » Efekty » Wyzwanie 30 dni – etap pierwszy

Wyzwanie 30 dni – etap pierwszy

Jak zapewne zdążyliście zauważyć zajmuję się teraz poprawą swojego ciała, które delikatnie mówiąc zmieniło się po ciąży 😉 Częściowo na moje własne życzenie, bo naprawdę przez te 9 miesięcy nie robiłam nic… Zero ćwiczeń i dieta totalnie nieprzystosowana. Po prostu jadłam to, na co miałam ochotę, fakt, że nasza rodzina nie je śmieciowego jedzenia i większość naszego menu to produkty ekologiczne, ale mimo wszystko, to jak jadłam pozostawia wiele do życzenia. Czułam się tak, jakby ktoś inny panował nad moimi preferencjami smakowymi :)

11 kwietnia odzyskałam władzę nad swoim ciałem i apetytem ku mojej uciesze i z uporem maniaka odliczałam chwile kiedy będę mogła wyjść na szosę  w butach do biegania! Oczywiście nie udało mi się wyczekać do magicznych 6 tygodni, ale czułam, że już czas i wyruszyłam nieco wcześniej.

Postanowiłam biegać codziennie przez 30 dni.

Po pierwsze, żeby wyrobić sobie nawyk biegania. Sobie i swojej rodzinie. Dziś moja 2,5 lenia córka wie, że mama idzie biegać jak tylko zaczynam ogarniać ubrania i sprzęt 😉 To niesamowite! :) Mój maż też mnie bardzo w tym wyzwaniu wspiera, co jest bardzo istotne, bo bez tego ani rusz. Po pierwsze to ja się czuję gorzej zostając sama z dwójką dzieci, on jakoś to bardziej ogarnia ( ???) i zawsze pamięta by otworzyć mi furtkę <3 przed moim powrotem, to takie słodkie… :) (nie będę przecież biegała z kluczami, ani dzwoniła domofonem!)

Po drugie, od czegoś trzeba zacząć. Rozruszam ciało przez miesiąc i pójdę dalej. Ale najpierw jeszcze chwila rozpusty 😉 😛 Nie dam rady robić wszystkiego na raz, a uważam że w moim przypadku najłatwiej było po prostu wyjść i biegać. (Następny etap to rzecz jasna Ewcia Chodakowska i Ania Lewandowska , mam kilka płyt, także jest z czego wybierać 😛 do tego chce wcisnąć gdzie jogę i medytację- w ciąży bardzo dużo medytowałam, ale po porodzie sen był ważniejszy)

A po trzecie przyspieszyć metabolizm i jednak już chudnąć, zmieniać sylwetkę, ujędrniać ciało. Idzie to mozolnie, ale nie narzekam, robię swoje. Dojdę do ustalonego celu!. Po woli , małymi krokami. A cel jest oj…nie powiem..dość konkretny. Jednak nie ważne na ile uda mi się go zrealizować, ważne że podczas całego procesu będę się ruszała, zdrowiała i czerpała z tego radość. Waga jak i moje ciało na pewno się zmniejszą, a czy tyle ile bym chciała? Zobaczymy.

Dziś po 1/3 wyzwania widzę pierwsze efekty. Po pierwsze -1kg, po drugie opalona buzia :) po trzecie moja twarz rozpromieniała, nie jest już szara i smutna – uważacie, że to nieistotne? Dla mnie to bardzo ważne, codziennie rano patrzę w lustro i czuję zadowolenie. Od razu inaczej patrzę na świat i mam chęć do życia mimo iż pobiegać mogę czasami dopiero o 21-wszej.. gdzie już szczerze mówiąc wolałabym się walnąć do wyra z książką. Na moich udach zmniejszył się przeokropny i przeogromny cellulit! A najważniejsze, kręgosłup przestał mnie boleć. Miałam totalną masakrę z lędźwiowym odcinkiem kręgosłupa. Już szukałam fizjoterapeuty..ale okazał się zbyteczny. Przynajmniej na razie 😀 Oczywiście są takie dni, kiedy robię pierwszy krok i se myśle: WHY!??? na własne życzenie????? Pojebało mnie…..przecież jestem zmęczona, nie mam siły…..ale po wszystkim jest radość i zadowolenie.Szczególnie następnego dnia rano gdy patrzę na wagę 😀

Biegam wieczorem, bo rano nie dam rady. Jestem śpiochem i potrzebuje odpowiedniej dawki snu. Nigdy nie wiem jaka noc mnie czeka, więc nie zaplanuję też biegania na rano…mój mąż rano wychodzi z domu i zabiera córkę, więc zostajemy sami z synem. On jeszcze nie umie biegać 😉 Docelowo chciałabym biegać od rana, by mieć to z bani i wieczorem się relaksować. Ale póki co mogę pomarzyć. Jest jednak plus wieczornego biegania. Zmniejsza mi się apetyt i wieczorem jem już tylko coś lekkiego i naprawdę niewiele jak na moje możliwości. Serio.

Najlepiej biega mi się w okolicy godz 19:00 , ale nie zawsze jest to możliwe przy dwójce małych dzieci. Ważne, że w ogóle mi się udaje! :)

A teraz liczby i konkrety.

Przed porodem ważyłam 93 kg, po porodzie 86 kg :( Myślę sobie draaamat! Po następnych 2 tygodniach waga mi spadła do 83 kg i stanęła. Więc zaczęłam od kontrolowania jakości jedzenia ( nie ilości ;P ). Czyli nie łączenia węglowodanów z białkami, regularne posiłki, duuuuużo wody ( co mi jednak nie wychodzi najlepiej). Tylko domowe słodycze bez cukru. Wykluczenie nabiału i pszenicy (nasza rodzina i tak nie powinna tego spożywać, gdyż wszyscy mamy nietolerancję). Po 2 tygodniach diety stanęłam na 80 kg z groszkiem. Po 10 dniach biegania i odstępstwach w diecie mam 79 kg z groszkiem.

Mój cel to osiągnąć wagę 65 kg do końca października czyli pół roku. Tyle ważyłam karmiąc starszą córkę i czułam się wtedy świetnie. Jednak nie jadłam wtedy mięsa, mogło to nie być bez znaczenia dla mojej wagi. 15 kilo to bardzo dużo. Z uporem maniaka włażę codziennie rano na wagę i satysfakcjonuje mnie każde 100 czy 200 gram mniej. Ale bywa tak, że waga stoi lub rośnie..niestety nie mam 100% tendencji spadkowej. Ale pokazuje mi to, że bieg o 21 i kolacja o 22 nie jest dobrym rozwiązaniem :(

Zależy mi na szybkiej utracie przynajmniej tych kilogramów do czasu sprzed ciąży czyli jeszcze 4 ( 75 kg) Bo wtedy będą na mnie pasowały przynajmniej jakieś ubrania! Teraz jestem bardzo uboga :( i naprawdę muszę się nakombinować by wyjść z domu jak człowiek i mieć dostęp do bufetu dla synka 😀

Myślę, że dość tych zwierzeń i wynurzeń z mojej strony. Jedyne czego oczekuję to wsparcia. Od Was wszystkich, bo naprawdę bywa, że boli i bywa, że się nie chce. A będzie mi niezmiernie przyjemnie jeśli ktoś zechce się do mnie przyłączyć. W kupie siła!

ps. mam w planach ogarnięcie tabelki co będę chciałą robić, jeść pić, jesli uda mi się taką stworzyć, to się nią podzielę.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*