Home » Pozostałe » Narodziła się idea..

Narodziła się idea..

29 maja 2014

Zacznę banalnie, ale ma to być prawda moja, a nie fikcja ładnie wyglądająca i opisana. Zmotywowała mnie do tego książka Pani Beaty Pawlikowskiej „W dżungli zdrowia”.

image

Czytam jej książki z pasją od jakiegoś czasu i nie wiem skąd się u mnie wzięło tyle sympatii do tej kobiety i tyle ufności. Ufam w każdą informację jaką mi przekazała i podświadomie wiem, że mam rację. Nie potrafię tego udowodnić i poprzeć faktami ani błyskotliwymi stwierdzeniami naukowymi, ale czuję , że tak jest. Mój wewnętrzny głos mi podpowiada, że to wszystko ma ręce i nogi i jest właściwe. Nie jest łatwe, ale jest właściwe!

Drugą osobą, którą jestem zachwycona jest Ania Lewandowska i z jej bloga każdego dnia czerpię inspirację (www.hpba.pl).

I mimo, że jestem na wakacjach w okropnym hotelu z jeszcze bardziej okropnym jedzeniem w wersji AI twardo stoję przy swojej chęci zmiany i pójścia tą drogą. Stopień trudności wzrasta ponieważ jestem w 5 miesiącu ciąży, ale to nie koniec świata… Po prostu nie zrobię drastycznych kroków z dnia na dzień tylko stopniowo mniejszymi krokami przez to przejdę. Ja i mój mąż :) Ponieważ grzecznie zjada wszystko , co podaję i jest prawie wszystko żerny da się to wykonać :)

Poprosiłam grzecznie by przeczytał książkę i o dziwo siedzi i czyta :), ale pewnie tylko dlatego, że nudzi się pod parasolem na leżaku 😉 Inaczej nie poszłoby tak łatwo!

Z resztą to zawsze on odciągał mnie od jedzenia fast foodów i innych śmieci.. Ale do końca tak jak większość z nas nie zdaje sobie sprawy jak daleko idzie stwierdzenie „śmieciowe jedzenie”… Teraz chcę mu to pokazać.

Mam ambitne plany po powrocie spakować całą chemiczną żywność do pudła… Mam cichą nadzieję, że nie będzie tego tona…? Przecież już od tak dawna zdrowo się odżywiamy…;-)

Zaskakujące są dla mnie pewne zbiegi okoliczności, o których zaraz napiszę. Pojawiały się od jakiegoś czasu w formie myśli, które odsuwałam od siebie,bo nie mogłam sprostać tak potężnemu zadaniu…

Pierwszym z nich jest nieograniczona miłość do zwierząt – temat rzeka-na inną okoliczność,  boli mnie krzywda choćby mrówki… Ale tak jem mięso… Jedyne,co udało mi się do tej pory zmienić, to przestać jeść ssaki od początku tego roku, ale tylko do czasu któregoś tygodnia ciąży, bo miałam ogromną chęć na mięso.

Nigdy natomiast świadomie nie jadłam  cielęciny, koniny, dzików, sarny, królików, kuropatw i innych takich mniej jadalnych mięs. Krótko mówiąc jadłam świnki, krówki, kurki i indyki , ryby i owoce morza, ale te postanowiłam zostawić na chwile dłużej, zobaczymy co z tym zadzieje się w przyszłości.

Mleko krowie – odrzuciłam, ale nie na 100%, bo uznałam, że nie będę robić scen u kogoś w domu jak mi poda do kawy zwykłe mleko, albo naleśniki będą zrobione na krowim mleku… Na szczęście -tłumaczyłam sobie – jestem tą szczęściarą która nie ma problemów z przyjmowaniem laktozy.

Jogurty jakoś do mnie same przestały przemawiać kilka miesięcy temu i nigdy nie były dla mnie podstawowym menu, bez którego nie mogę się obejść..

Kiedy rok temu postanowiłam zrobić coś ze swoim ciałem i przejść na dietę – odrzuciłam alkohol ,słodycze i napoje gazowane oraz soki kupne ( z wyjątkiem świeżo wyciskanych). Po osiągnięciu satysfakcjonującego efektu zaczęłam jeść słodycze na nowo i od czasu do czasu sięgałam po alkohol i coca colę – na moje nieszczęście uwielbiany napój, niezdrowe żarcie ni stąd ni zowąd wkradło się do mojego jadłospisu , ale nie tyłam i to było najważniejsze. Jesienią i zimą przestałam biegać i nie zastąpiłam tego inną formą ćwiczeń, więc moje ciało uległo zmianie. Nie przejmowałam się tym wtedy bardzo, bo miałam tłumaczenie takie, że staramy się o dziecko i nie będę się forsować..

Jak przeprowadziliśmy się do upragnionego domu, to postanowiłam zasiać  możliwie jak najwięcej warzyw i ziół, żeby mieć swoje naturalne i zdrowe. Ponieważ mam to szczęście posiadać spiżarnię namówiłam obie mamy, że pomogą mi przez lato zrobić wszystkie przetwory z owoców i warzyw jakie tylko się da.

To wszystko postanowiłam już zanim przeczytałam książkę, wiec gdzieś podświadomie to wszystko we mnie siedzi od dawna..

Kwas foliowy musiałam łykać, łykałam ze strachu ale pod koniec 3 m-ca ciąży już go odstawiłam. Ku mojej uciesze, kilka dni później lekarz powiedział, że już nie muszę go przyjmować. Kupiłam (bo często zdarza mi się kupować tylko po to, żeby mieć ?) suplementy dla ciężarnych łyknęłam ze 3 tabletki i odstawiłam, lekarz nic o tym nie mówił, nie brałam. Miesiąc później dowiedziałam się, że mam nie brać żadnych witamin, tylko dobrze się odżywiać: mięsa, ryby, warzywa, owoce.  Fine by me! Pomyślałam, super ten mój lekarz, a większość ciężarnych dookoła pisze, że biorą to czy tamto.. Nie chciałam, mój organizm mówił nie!

Mój mąż nie bierze nic. Nawet na ból głowy, choć ta prawie nigdy go nie boli. Za to katuje się czasem sterydami, bo ma problemy ze skóra azs.. Ale jakieś dziwne to. Moim największym wyzwaniem jest właśnie pożegnać się z tą chorobą bez dodatkowego faszerowania chemią. Wyzwanie przyjęte!

Co jeszcze dziwnego stało się tuż przed książka? Doszliśmy do wniosku, że dużo pieniędzy idzie na niepotrzebne jedzenie !! I mam na myśli tony zakupów, które potem wyrzucamy, bo nie zdążymy zjeść, jak i wydawanie na tzw mieście lody ,ciastko, kawa, obiad tu obiad tam… Ustaliliśmy więc, że gotówkę przeznaczoną na jedzenie będziemy wypłacać z konta i to ma nam wystarczyć . Ponieważ wszędzie płacimy kartą nie da się tego w 100 % kontrolować (lata praktyki!!!) i łatwiej się wydaje jak się nie widzi… To są dwa plusy , raz że oszczędności , a dwa na targach i tak nie ma terminali :)) u chłopa ze wsi tez karta nie zapłacę :) wszystko zaczyna układać się w jedną całość!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*