Home » Moje zmiany » Zmiany na lepsze… – początek

Zmiany na lepsze… – początek

 

 

Dziś kolejne kroki.. opróżniłam moje przepełnione szuflady przypraw (z wyjątkiem ziół), zup w proszku (co prawda był tam tylko czerwony barszcz i grzybowa, ale zawsze..), sosów do mięs, sosów sałatkowych, bulionów w kostce całe mnóstwo. Najbardziej jednak zdziwiło mnie to ile wyrzuciłam herbat!!! Data ważności 2008 lub 2009 rok mnie lekko przeraziła… co prawda nikt tych herbat nie pił, ale były..Zajmowały miejsce w szufladzie, ładnie wyglądały, po prostu były.

imageimage

Teraz jest miejsce na to, by zrobić podział herbat, które zostały zielone, owocowe i czarne. Nie wiem co z tymi herbatami, bo Beata pisze , że pije tylko yerba mate, a Ania Lewandowska jeszcze coś innego . Także miejsca się zrobiło dużo, za to kosz się napełnił błyskawicznie!

image

Dziś też gotuje się pierwsza porcja dżemu truskawkowego z cukrem trzcinowym. Zobaczymy co z tego wyjdzie…..? :) Jestem na etapie poszukiwania słoików ze szklanym wieczkiem, w którym będę mogła zamknąć dżemy “na zimę” , póki co pierwsza porcja pójdzie w to, co mam, a raczej w to czego się wcześniej z nich pozbyłam… Wczoraj opróżniłam w końcu lodówkę z kilkunastu sosów i sosików w słoiczkach (tak zostaną wygotowane, by pozbyć się zapachów i pozostałości po chemii), które kupiłam Bóg jeden wie po co, a jeszcze lepiej wie, po co je trzymałam tyle czasu. Właśnie, że też wcześniej nie zdziwił mnie fakt, że sos, który przywiozłam z Hiszpanii kilka lat temu (min 3lata) do dziś nie zaszedł pleśnią, a był otwarty….Ile tam musi być chemii???!?!  I wiele innych, np zakupionych w Lidlu sosów z tygodnia portugalskiego czy cholera wie jakiego tam jeszcze. Ale tak to właśnie się odbywało. W Lidlu ogłosili jakiś tydzień, a ja jak szalona szłam i pakowałam do koszyka wszystko , co tylko się z tym tygodniem wiązało…..ale na jaką cholerę? Potem jedliśmy w domu część tych “pyszności” i okazywały się ich całkowitym przeciwieństwem… Kolejna kasa wyrzucona w błoto przez reklamę… Bo to tylko tydzień, bo nigdzie tego nie ma, bo potem nie kupie…i człowiek biegł jak ten debil i się zaopatrywał myśląc jaki będę na czasie… Phi żałosna byłam jak tak  o sobie teraz pomyślę..

imageimageimage

Inną kwestią w mojej aktualnej sytuacji jest fakt, że wyniki krwi mi się skopsały i niestety dostałam suplementację… Ponieważ jestem jeszcze słaba w tym całym moim przedsięwzięciu i wiedza moja jest skromna z niechęcią muszę się temu poddać z obawy o moją córcię. Łykam magnez o zwiększonej przyswajalności 4 tabl dziennie 2 rano i 2 wieczorem, oraz witaminy dla ciężarnych raz dziennie, ale 2 tabletki. Jedna to jest tabletka, a druga kapsułka (?!) I cholerstwo kosztuje prawie 70 zł !! Ale nie narzekam na mojego lekarza, bo przez połowę ciąży nie dał mi nic. A na pierwszym miejscu zalecił : jeść zielone warzywa i pić hektolitrami soki z buraków. Więc ja ku uciesze mojej teściowej ( kilka tygodni temu wpadła w szał robienia soków z buraka i kupiła sobie specjalnie do tego celu sokowirówkę) , która poiła mnie tymi sokami kilka tygodni temu, ale byłam w fazie “na nie” jeśli chodzi o pokarmy i napoje, więc to odrzuciłam…Zadzwoniłam do niej z tą jakże radosną informacją. Efekt jest tego taki, że pożyczyła nam sokowirówkę i sama będę tworzyć soki :)))) Czekam na świeżą partię buraczków :)) A co do zieleniny- krem z brokułów , sporo świeżych zielonych ziół tam zmieliłam ;-))

imageimage

Udało się! Małż nie je obiadów w pracy. Tak ustaliliśmy z kilku względów. W restauracji jeść nie może (swoją drogą moja mądra głowa mi podpowiada, że jego skóra ma się gorzej, ponieważ od października regularnie tam się stołuje!) , do pracy zawozić obiadów też nie może, bo potem co?? Wrzuci to do przebrzydłej mikrofali?????? O nie!!! Ugodowy z niego małż, więc je ciepłe śniadanie w domu. Od dwóch dni jest to zupa :) ponieważ jeszcze nie jest w fazie umiejętności przygotowywania ciepłych śniadań. Za to jest w świetnej fazie przygotowywania ciepłego makaronu z ciepłym musem truskawkowym !!!! Bleeeeee… Dla mnie od wieków to jest zimne danie i musi być makaron schłodzony zimną wodą, wtedy truskawki nie nagrzewają się od gorącego makaronu drogi mężu!!! :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*